top of page

Imigracyjny savoir vivre

Imigracyjny savoir vivre
Piątek, 23 Września 2011

Właściwy sposób zaprezentowania się w urzędzie imigracyjnym lub konsularnym, przestrzeganie pewnego przyjętego sposobu zachowania podczas wizyty w urzędzie amerykańskim lub polskim, w którym załatwiamy sprawy urzędowe, powinny być przestrzegane jako wyraz szacunku dla danej instytucji. I nie idzie tu o jakieś sztuczne ugrzecznienie wobec danego urzędnika tylko o zachowanie tego, co dawniej nazywało się dobrymi manierami i o czym, niestety, w rzeczywistości amerykańskiej zbyt łatwo się zapomina lub ignoruje. 

Jednym ze sposbów okazania wymaganego szacunku dla urzędu własnego czy obcego państwa jest właściwy ubiór podczas urzędowej wizyty. Przychodząc na interview w sprawie pobytu stałego czy na egzamin lub przysięgę naturalizacyjną bierze się udział w ważnej dla obu stron czynności urzędowej, w której urzędnik imigracyjny reprezentuje USA, a każdy cudzoziemiec reprezentuje nie tylko siebie samego, lecz w pewnym sensie również swoją grupę etniczną.

Jeszcze nie tak dawno w Polsce „obowiązywał” zwyczaj odpowiedniego ubierania się do urzędu państwowego lub sądu. A co dopiero jeśli jest się cudzoziemcem ubiegającym się o prawo stałego pobytu w danym kraju lub o jego obywatelstwo. Przychodzenie na interview w podkoszulce lub rozchełstanej koszuli, dżinsach i sportowych butach, nawet najlepszej marki, niedobrze świadczy o petencie, któremu urzędnik, zazwyczaj, choć znam od tego wyjątki, nie zwróci na to uwagi, lecz może potraktować to jako lekceważący stosunek do urzędu, a może i do siebie.

Zwyczajowa rada w tym zakresie jest, aby starać się ubrać w ubranie czy choćby marynarkę lub kurtkę i koszulę z kołnierzykiem. Krawat, niekoniecznie, choć osoby przychodzące na złożenie przysięgi obywatelskiej, otrzymują nawet pisemną instrukcję o „odpowiednim” stroju. Cóż szkodzi, nawet w największe upały przynieść krawat w kieszeni i założyć go już w budynku USCIS przed interview, przysięgą czy rozprawą. Zapewniam, iż robi to dobre wrażenie na każdym urzędniku czy sędzi imigracyjnym, który widzi, iż stająca przed nim osoba traktuje poważnie, i okazuje to w ten sposób, tak sam urząd jak i jego przedstawiciela. 

Znam bardzo trudny przypadek, w którym mąż (nie Polak) na konsultacji zrobił wrażenie jakby właśnie wyszedł z więzienia. I okazało się, że faktycznie wyszedł. Nie budziło to sympatii ani do niego, ani do autentyczności sprawy imigracyjnej, w której był sponsorem. Na pierwsze interview nie mógł się stawić ponieważ znowu był w więzieniu. Kiedy wreszcie zjawił się na interview po zaprowadzeniu go przez żonę do fryzjera, porządnym ogoleniu się i ubrany w ciemny garnitur (chyba wypożyczony), sprawiał tak miłe wrażenie, iż sprawa została załatwiona pozytywnie bez dalszych dyskusji.

Odważna, ekstremalna mini może być atrakcyjna, szczególnie na atrakcyjnej kobiecie, zazwyczaj wzbudza podziw u większości heteroseksualnych mężczyzn, w tym urzędników, ale już nie zawsze musi budzić podziw u ubranej w skromny, szary urzędowy garniturek oficerki, prokuratorki lub sędziny. Przychodzenie przez mężczyznę na przysięgę obywatelską bez marynarki lub conajmniej kurtki jest formą okazywania lekceważenia poważnej uroczystości, które źle świadczy o danej osobie. Zwrócić należy uwagę na fakt, iż w znakomitej większości urzędnicy imigracyjni czy konsularni są ubrani we właściwy sposób. 

Pewien wyjątek stanowi tu jeden z oficerow USCIS, który dość ostentacyjnie, jak na państwowego urzędnika, obnosi się w codziennym ubiorze ze swym starozakonnym wyznaniem. Trudno sobie bowiem wybrazić oficera USCIS noszącego na ubraniu krucyfiks, krzyżyk czy jaki inny podobny symbol religijny. Z drugiej jednak strony jest on jednym z najuprzejmiejszych urzędników w tutejszym biurze. 

Innym elementem okazania szacunku dla urzędu jest właściwe zwracanie się do osoby załatwiającej naszą sprawę. Do urzędnika USCIS zwraca się per „officer,” do sędziego „your honor”. Adwokat może być w innej sytuacji i zwracać się czasami per „Mr.” lub Ms.” lub do sędziego per „judge”. Ale adwokat jest w innej sytuacji niż sam petent i choć też musi okazywać szacunek dla urzędu to może to robić w nieco innej formie niż petent.

Próby „pozyskania” urzędnika poprzez nadmiernie okazywaną wesołość, przyjazność czy pewność siebie na pewno nie służą dobrze sprawie. Wzbudza to tylko podejrzliwość u urzędników, którzy i tak, już z urzędu, są podejrzliwi. I choć czasami można zobaczyć klownów, którzy robią to, aby zaimponować swoim klientom oczekującym na interview lub rozprawę i sugerować swoje „wejścia” (dobre układy), to opinia większości urzędników na ten temat jest jednoznacznie ostrożna.

Podziękowanie urzędnikowi po zakończeniu interview czy to bezpośrednio czy poprzez tłumacza jest co najmniej wskazane, bo jest formą cywilizowanego zachowania. Jeśli jest to zrobione po angielsku (nawet łamanym językiem) to i tak robi dobre wrażenie, bo jest czymś, co nie wszyscy robią i dobrze świadczy o dobrym wychowaniu petenta. A to się przekłada na dobrą opinię o całej grupie etnicznej jako takiej.

Podawanie ręki, inaczej niż w Polsce, nie jest przyjęte w urzędach amerykańskich, tak jak i jej całowanie (co się zdarza w przypływie radości), i jest gestem niezrozumiałym dla większości Amerykanek, zazwyczaj budzi u nich rozbawienie. Skrajnym przypadkiem było niespodziewane ucałowanie ręki jednej z „afroamerykańskich” urzędniczek USCIS przez panią, która sądziła, iż właśnie zdała egzamin obywatelski. Pokazała tym, iż nie tylko nie rozumie po angielsku, ale jeszcze poważnie przesadziła z okazywaniem swej wdzięczności. Lepiej tego unikać w oficjalnych kontaktach urzędowych. 

Od zachowania przez nas form nie zwalnia nas czasami bezczelne, aroganckie czy agresywne zachowanie się urzędnika imigracyjnego. Wystawia on (a często ona) sobie i tolerującemu to urzędowi tylko złe świadectwo. Reakcją na to powinna być pisemna skarga opisująca konkretny przypadek niewłaściwego zachowania. Adwokat zainteresowanego może zawsze poprosić o rozmowę z superwizorem i przedstawić mu niewłaściwe zachowanie się danego urzędnika. 

W Chicago przynosi to co prawda mizerne rezultaty, ale w niektórych przypadkach okazało się jednak skuteczne. 

Uwagi powyższe odnoszą się również do wizyt w konsulacie RP. Podczas jednej z ostatnich wizyt zauważyłem w poczekalni osoby praktycznie w plażowych strojach. Co prawda większość spraw załatwiana jest tam „przez okienko”, ale pamiętać należy, że jest to urząd państwowy. I choć możemy się nie zgadzać lub mieć negatywne opinie o tych czy innych osobach, czy władzach to jednak pracownicy konsularni reprezentują tutaj państwo polskie. I nie ma to nic wspólnego z okazywaniem patriotyzmu lub jego brakiem, bo nie o to tu chodzi, lecz o przestrzeganie pewnych podstawowych form zachowania wobec przedstawicielstwa własnego państwa. Co wcale nie oznacza, iż przy innej okazji nie można demonstrować na zewnątrz budynku niosąc transparent „Precz z ...” 

Tolerancja (czy forma schamienia) praktykowana w USA poprzez okazywanie pogardy dla form obyczajowych (za wyjątkiem sztucznego ugrzecznienia ze strachu przed pracodawcą/bossem) nie powinna zwalniać nas samych z przestrzegania podstawowych zasad kulturalnego zachowania, jeśli nie na co dzień, to przynajmniej w przypadku kontaktu z urzędami, wobec których „reprezentujemy” nie tylko siebie, ale w pewnym sensie również całą naszą grupę etniczną. I choć to prawda, że „nie szata zdobi człowieka”, to przecież nie o okazywanie urzędnikowi czy sędziemu swojej głębi duchowej tu chodzi, lecz o zwykłe dobre maniery, w tym przypadku przy załatwianiu spraw urzędowych. 


Dr Leszek A. Sosnowski, adwokat (25 lat doświadczenia w sprawach imigracyjnych) 30 N. LaSalle St. (róg LaSalle/Washington), pok. 3200, Chicago, IL 60602 (312) 726-1210. Zapraszam też na stronę internetową www.lessosnowskilaw.com, gdzie można znaleźć materiały na tematy imigracyjne oraz odsyłacze (linki) m.in. do USCIS i Biuletynu Wizowego Departamentu Stanu.

bottom of page